Adrian Bartosiński odniósł się do decyzji organizacji KSW o zestawieniu go z Adamem Masaevem. Panujący mistrz kategorii półśredniej przyznał, że doskonale rozumie głosy kibiców kwestionujących kandydaturę Francuza, ale sam patrzy na to zestawienie z nieco innej perspektywy.
Do mistrzowskiego pojedynku dojdzie podczas gali XTB KSW 122, która odbędzie się 10 października w Rzeszowie. Co ciekawe, promując walkę organizacja przypomniała słowa Bartosińskiego wypowiedziane po zwycięstwie nad Magomedem Tukshaevem. Wówczas „Bartos” stwierdził, że przed odejściem z KSW chciałby stoczyć jeszcze jeden pojedynek z zawodnikiem pochodzącym z Czeczenii.
„Wiem, ile sam musiałem przejść”
Wielu fanów odczytało tamtą deklarację jako nawiązanie do potencjalnego rewanżu z Mamedem Khalidovem. Ostatecznie jednak KSW postawiło na Adama Masaeva. Reprezentujący Francję zawodnik bardzo szybko otrzymał szansę walki o pas, mimo że w kategorii półśredniej stoczył tylko jedno starcie – z Konradem Rusińskim, który nie był notowany w czołowej dziesiątce rankingu.
To właśnie ten fakt najczęściej podnoszą kibice w mediach społecznościowych. Wielu z nich zarzuca organizacji pominięcie rankingów i zbyt szybkie wypromowanie pretendenta do mistrzowskiego pojedynku.
Sam Bartosiński w rozmowie z Arturem Mazurem przyznał, że kiedyś mógłby patrzeć na całą sytuację inaczej, zwłaszcza biorąc pod uwagę własną drogę do walki o tytuł.
– Może kiedyś swoim podejściem czułbym niesprawiedliwość w tym, bo wiem, ile ja się musiałem dopchać do walki o pas. Musiałem zrobić cztery walki, cztery [wygrać] przed czasem, z czego trzy z rankingowymi rywalami. Wtedy jeszcze ranking był biedniejszy, jak zaczynałem, ale na tamten moment musiałem wygrać mocne walki – komentował Bartosiński w rozmowie z Arturem Mazurem.
Mistrz podkreślił jednak, że obecnie bardziej niż sam wybór rywala motywuje go to, że część kibiców wierzy w możliwości Masaeva.
– Podoba mi się jednak w tym zestawieniu, że jakaś cząstka ludzi twierdzi, że może mi zagrozić, może mnie poddać i to mnie motywuje – kontynuował mistrz KSW.
Na zakończenie Bartosiński pozwolił sobie na żart. Stwierdził, że choć na papierze jego pojedynek z Masaevem zapowiada się znakomicie, zawsze może zaskoczyć kibiców nietypową taktyką.
– Na pewno będzie to najciekawszy pojedynek, przynajmniej na papierze. No chyba, że będę chciał przyklinczować… Nigdy nie wiecie, co wymyślę! Ej, nigdy nie wiecie, co wymyślę na złość Wojowi. Chcę żeby cały Rzeszów gwizdał! Nie no, śmieję się – powiedział „Bartos”.