Max Holloway nie zamierza rozpamiętywać ostatniej porażki. Były mistrz UFC zapowiada, że podczas gali UFC 329 chce przypomnieć kibicom, dlaczego od lat należy do ścisłej czołówki światowego MMA.
Już w sobotę Hawajczyk stanie do rewanżowego pojedynku z Conorem McGregorem. Walka wieczoru UFC 329 odbędzie się w limicie kategorii półśredniej. „Blessed” przystępuje do niej po bolesnej porażce z Charlesem Oliveirą, który zdominował go zapaśniczo i parterowo przez pięć rund, odbierając mu pas BMF.
Holloway celuje w kolejną walkę o mistrzostwo
Po przegranej z Brazylijczykiem Max Holloway niemal od razu wrócił na salę treningową. W rozmowie z UFC przyznał, że jego celem jest nie tylko pokonanie McGregora, ale również udowodnienie wszystkim, że wciąż zasługuje na miejsce w gronie pretendentów do mistrzowskich pasów.
– W tym sporcie wystarczy wygrywać i robić to w efektownym stylu. Wychodzę tam, żeby dać widowisko. Jesteśmy w branży rozrywkowej, jesteśmy zawodnikami walczącymi o najwyższe stawki. Zamierzam wyjść do oktagonu i przypomnieć całemu światu, kim jestem. Kto wie? Mam już historię z mistrzem kategorii lekkiej, a wszyscy mówią o walce Conora z mistrzem kategorii półśredniej. Jeśli dobrze się w to wszystko wpasuję, byłoby świetnie.
Holloway uważa, że zwycięstwo nad McGregorem może ponownie otworzyć przed nim drzwi do walki o pas – zarówno w kategorii lekkiej, jak i półśredniej. Najpierw musi jednak pokonać Irlandczyka, co – jak sam podkreśla – z pewnością nie będzie łatwym zadaniem.
Mimo wszystko Hawajczyk nie traci pewności siebie i jest przekonany, że po UFC 329 znów będzie o nim głośno.
– Mystic Max się nie myli i ruszamy po kolejne wyzwania. 11 lipca mogę zapisać się w historii i jeszcze raz przypomnieć wszystkim, kim jestem. Mam wrażenie, że ludzie bardzo szybko zapominają. Wystarczy jedna porażka i cały świat zaczyna cię skreślać. Czas odświeżyć wszystkim pamięć.
Max Holloway przystępuje do UFC 329 z bilansem 27 zwycięstw i 9 porażek. Przed przegraną z Charlesem Oliveirą z powodzeniem obronił pas BMF, pokonując Dustina Poiriera. Teraz liczy, że wygrana nad Conorem McGregorem ponownie włączy go do gry o największe cele w UFC.