Michael Chandler zdaje sobie sprawę, że po ostatnich występach wielu kibiców nie daje mu większych szans przed kolejną walką. Amerykanin nie zamierza jednak przejmować się opiniami i przekonuje, że podczas gali UFC Freedom 250 pokaże swoją najlepszą wersję.
Już 14 czerwca były mistrz Bellatora powróci do oktagonu podczas historycznego wydarzenia organizowanego przy Białym Domu. Rywalem „Irona” będzie Mauricio Ruffy, który uchodzi za jednego z najciekawszych zawodników młodego pokolenia w kategorii lekkiej.
Chandler przystąpi do tego starcia w wyjątkowo trudnym momencie kariery. Ostatnie lata nie ułożyły się po jego myśli. Amerykanin przegrał trzy kolejne pojedynki, a dwie z tych porażek zakończyły się przed czasem. W międzyczasie jego karierę wyhamowało również długie oczekiwanie na walkę z Conorem McGregorem.
Po starciu z Dustinem Poirierem Chandler praktycznie na dwa lata zniknął z rywalizacji, wierząc, że UFC doprowadzi do jego pojedynku z irlandzką supergwiazdą. Ostatecznie do walki nigdy nie doszło, a sam „Iron” stracił cenny czas, który mógł wykorzystać na budowanie swojej pozycji w rankingu.
Nic więc dziwnego, że przed UFC Freedom 250 wielu fanów stawia na Ruffiego i uważa, że najlepsze lata Chandler ma już za sobą.
Chandler: „Udowodnię wszystkim, że się mylą”
Sam zainteresowany doskonale rozumie nastroje panujące wokół jego osoby. W wywiadzie dla MMA Junkie przyznał, że patrząc na ostatnie wyniki, kibice mają pełne prawo wątpić w jego możliwości.
– Patrząc na moją ostatnią walkę macie prawo uważać, że się pogubiłem, że nigdy nie zostanę mistrzem, że przegrałem i odjeżdżam w stronę zachodzącego słońca. Macie prawo wierzyć, że wyjdę tam i zostanę totalnie zmiażdżony przez Mauricio Ruffy’ego, a potem już nigdy o mnie nie usłyszycie. Macie prawo w to wierzyć. Macie prawo tak mówić – powiedział Michael Chandler.
Były pretendent do pasa UFC zapewnił jednak, że nie zamierza przejmować się krytyką. Wręcz przeciwnie – traktuje ją jako dodatkową motywację przed jednym z najważniejszych pojedynków w ostatnich latach swojej kariery.
– Nie mam z tym problemu. Mimo wszystko wierzę, że udowodnię tym wszystkim, że się mylą. Wierzę, że 14 czerwca podczas gali przed Białym Domem zobaczycie mnie w mojej najlepszej wersji – dodał Chandler.
Dla Amerykanina starcie z Ruffym może mieć ogromne znaczenie. Kolejna porażka jeszcze bardziej oddaliłaby go od mistrzowskich aspiracji. Zwycięstwo natomiast mogłoby przypomnieć kibicom, dlaczego jeszcze kilka lat temu był wymieniany w gronie najgroźniejszych zawodników kategorii lekkiej na świecie.
Już za kilka dni okaże się, czy Chandler rzeczywiście uciszy krytyków, czy też Mauricio Ruffy dopisze do swojego rekordu kolejne cenne zwycięstwo nad głośnym nazwiskiem.